Hermiona szybkim krokiem szła przez korytarze Hogwartu. Było już po północy, a ona wiele ryzykowała chodząc po szkole o tak późnej porze. Wiedziała o tym, ale musiała zobaczyć się z Ronen, a jedyną na to okazją było spotkanie o takiej porze. Drzwi do jego gabinetu były otwarte, więc weszła po cichu i od razu w oczu rzuciła jej się stóżka światła, padająca do pomieszczenia przez lekko uchylone drzwi, które prowadziły do jego kwater. Przeszła przez drzwi i stanęła tuż przed rudowłosym, przygryzając dolną wargę. Stał przed nią w czarnych dopasowanych spodniach dresowych i białej koszulce, opinającej się na jego torsie i ramionach. Zmarszczył brwi na jej widok i posłał zaskoczone spojrzenie.
- Hej - odezwała się cicho, obejmując się ramionami. Nie sądziła, że kiedykolwiek może czuć, to co czuła teraz. Nie miała jakiegoś wielkiego doświadczenia z mężczyznami, ale tak nieśmiało czuła się tylko w towarzystwie Dracona, a teraz również i Rona.
- Hej - odpowiedziała, trochę głośniej niż ona. - Zdajesz sobie sprawę, która godzina? - zapytał. Hermiona niepewnie skinęła głową i przygryzła wargę. - A jako najmądrzejsza uczennica tej szkoły, wiesz też, co grozi za chodzenie po szkole o tak późnej porze, prawda? - znów skinęła, przyglądając się jego twarzy. - Powinienem iść teraz do McGonagall, żeby odpowiednio Cie ukarała - stwierdził z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
- Ty też możesz to zrobić - zauważyła, wywołując na jego twarzy delikatny uśmiech.
- Masz racje, mogę - zgodził się, podchodząc bliżej niej. Machinalnie cofnęła się kilka kroków, aby po chwili trafić plecami na chłodną ścianę. Uśmiechnął się szerzej, kiedy stanął naprzeciwko dziewczyny, niemal stykając się z nią nosem.
- Chciałam z tobą porozmawiać - oznajmiła, opierając dłonie na jego piersi.
- Musi to być bardzo ważne, skoro narażasz się na szlaban, żeby tylko ze mną porozmawiać. O co chodzi?
- Przestań straszyć Dracona - poprosiła, przesuwając swoje dłonie po jego piersi.
- Biedny Malfoy Ci się poskarżył? - zakpił, zaciskając pięści.
- Nie, Ron, proszę. Ja i on to już przeszłość. Nie musisz być zazdrosny o niego - zapewniła, jednak to nie wystarczyło chłopakowi.
- Poprostu mi na tobie zależy - westchnął cicho, przeczesując swoje włosy palcami lewej ręki.
- Wiem, dlatego rozmawiamy. Musisz mi zaufać. Ja tobie ufam.
- Nie chcę, żeby on wtrącał się między nas. Nie wiesz, do czego może być zdolny.
- Ron, on jutro wyjeżdża, a ja nigdy się z nim nie spotkam. To koniec i dobrze o tym wiesz.
- Dobra, w pożądku. Ufam ci.
- I nie ma problemu - stwierdziła z lekkim uśmiechem, zaplatając palce na jego karku. Przyciągnęła go bliżej siebie, a rudowłosy objął ją w talii. Naparła na jego usta swoimi malinowymi wargami, wciągając go w pocałunek. Jego usta smakowały pomarańczami i kawą. Przejął władze nad pocałunkiem, przyciskając ją do ściany. Całował ją gwałtownie, zupełnie inaczej niż Draco. Oderwała się od niego i potrząsnęła lekko głową. Nie powinna o nim myśleć. A szczególnie nie powinna porównywać Rona z nim. Przecież on jest już przeszłością, a Weasley przyszłością.
- Zrobiłem coś nie tak? - zapytał zaniepokojony, na co dziewczyna pokręciła głową i uśmiechnęła się przepraszająco.
- Mogę zostać na noc?
- Wiesz, że tak. Dać Ci jakąś koszulkę? - w odpowiedzi Hermiona skinęła głową i pozwoliła Ronowi odsunąć się od niej i przejść do innego pokoju. Kiedy wrócił, w ręku trzymał granatową koszulkę. - Jeśli chcesz to weź prysznic, czy kąpiel - zaproponował.
- Nie chcesz ze mną? - zaśmiała się, odbierając od niego koszulkę.
- Przykro mi, jestem Twoim nauczycielem.
- Ale też moim chłopakiem - zauważyła, ruszając w stronę łazienki, kręcąc zalotnie biodrami. Chłopak zaśmiał się pod nosem i ruszył za nią.
||៛¤៛||
Harry wszedł do swojego dormitorium i rzucił się na łóżko. Nie fatygował się w zdejmowaniu ubrań. Był zbyt zmęczony. Bolał go brzuch, głowa, a jutro Flitwick miał zrobić test z większości zaklęć, Granger chciał ich przepytać z całej historii magii. Wiedział dużo, ale co go obchodziły zaklęcia gospodarcze? Umiał takie sprawy załatwiać bez magii. Po co mu w ogóle data pierwszego powstania goblinów? Mógł to zawsze sprawdzić. Jęknął cicho i zrzucił z nóg buty. Podciągnął się na poduszki i zakopał pod kołdrą. Przeklął cicho, kiedy ktoś zapukał do drzwi jego dormitorium. Zwokł się z łóżka i podszedł do drzwi. Na korytarzu stała Ginny, przygryzając delikatnie dolną wargę.
- Przeszkadzam Ci? - zapytała niepewnie, na co Harry pokręcił głową i przesunął się w bok, aby zrobić jej miejsce w przejściu. - Wszystko dobrze? - zmartwiła się, widząc stan chłopaka.
- Taa - mruknął. Nagle przypomniał sobie, że przecież Hermiona dała mu notatki dla Ginny, prosząc, żeby jej je przekazał. - Notatki, prawda?
- Zgadza się - odpowiedziała. Potter rozejrzał się po pokoju, lokalizując swój podręcznik do eliksirów, który rzucił gdzieś zaraz przed obiadem.
- Poczekaj chwilę - poprosił, ruszając w stronę biurka, na którym panował spory bałagan. Wygrzebał podręcznik i przewertował strony. Na samym końcu znalazł notatki od Hermiony. Podał je Ginny, która przyglądała mu się zdziwiona.
- Napewno dobrze się czujesz?
- Tak, nic mi nie jest - zapewnił, jednak jego wygląd mówił sam za siebie. Na twarzy był strasznie blady, a na policzkach miał rumieńce. Miał na sobie grubą bluze kangurke, której rękawy naciągnął na dłonie.
- Masz gorączke?
- Nie... Nie wiem. Ginny, nic mi nie jest - warknął, siadając na łóżku. Oparł łokcie na kolanach i pochylił się do przodu. Weasley podeszła do niego i przukucnęła naprzeciwko Gryfona, który zwiesił głowę, a jego włosy przysłoniły mu czoło i okulary. Dziewczyna odgarnęła mu je na bok i przyłożyła ręke do jego czoła.
- Masz gorączkę, Harry - oznajmiła, czując gorąco, bijące od czoło czarnowłosego.
- Pomfley i tak nie ma, więc mi nie pomoże.
- Masz eliksir pieprzowy?
- Mam i co?
- Powinieneś go wziąć i położyć się spać, a rano pójdziesz do skrzydła - stwierdziła, wstając. Chłopak skinął delikatnie głową i podniósł się z łóżka.
- Dzięki. To dużo dla mnie znaczy - oznajmił, patrząc w oczy rudowłosej.
- Weź ten eliksir i połóż się. Dobranoc, Harry.
- Dobranoc - odpowiedział i odprowadził dziewczynę do drzwi. Przeszedł do łazienki, gdzie szybko wziął prysznic, umył zęby i wygrzebał z szuflady fiolkę z eliksirem pieprzowym. Wypił go jednym haustem i położył się do łóżka. Zasnął zaskakująco szybko jak na niego.
||៛¤¤៛||
Draco obudził się zlany potem z krzykiem uwięzionym w gardle. Spojrzał na zegarek stojący na szafce nocnej. 4:20. Westchnął głośno i usiadł na łóżku, stawiając stopy na podłodze. Oparł łokcie na kolanach i pochylił się do przodu. Przed oczami wciąż miał sceny z minionego koszmaru. Przeczesał włosy i podniósł się z łóżka. Zrzucił przepoconą koszulkę, w której miał zwyczaj sypiać i zszedł do łazienki. Ściągnął z siebie czarne dopasowane spodnie dresowe i wszedł pod prysznic. Odkręcił zimną wode, pozwalając, aby smugi wody uderzały o jego ciało, pozwalając na chwilowe zapomnienie. Oparł czoło o kafelki i jęknął cicho. Miał dość koszmarów. Nienawidził swoich wspomnień i tego co się z nimi wiązało. Co noc czuł ten sam ból. Te same rany otwierały się od nowa w czasie snu. Wyszedł z kabiny i wytarł swoje ciało ręcznikiem, który owinął sobie wokół bioder. Wrócił do swojego pokoju, zabierając z łazienki swoje rzeczy, które rzucił na kanape w swoim dormitorium. Wyciągnął z szafy kolejne spodnie dresowe, podobne po tych, w których sypiał, ale granatowe i biały T-shirt. Wciągnął na siebie bokserki i reszte ubrań, poczym wyszedł z pokoju. Wymknął się z zamku i ruszył biegiem w stronę boiska. Zawsze, kiedy budził się z koszmaru biegał na boisku i wracał do pokoju przed śniadaniem, idealnie, aby wziąć prysznic i przebrać się. Tym razem zrobił to samo. I mimo, że każdy mięsień palił go żywym ogniem, nie zamierzał przestać. Biegał na boisku przez ponad dwie godziny, poczym wrócił szybko do swojego pokoju. Wyciągnął z szafy dopasowane dżinsy i błękitną koszulę. Wziął prysznic, przebrał się i zszedł do Wielkiej Sali. Usiadł obok Theodora przy swoim stole i posłał mu pytające spojrzenie. On i Blaise siedzieli naprzeciwko siebie mierząc się wściekłym wzrokiem.
- Ludzie, gdyby wzrok mógł zabijać przynajmniej jeden z Was leżałby martwy, więc może powiedzielibyście, o co poszło? - poprosił blondyn, na co obaj prychęli zirytowani. Draco pamiętał, że Theodor i Blaise tylko raz pokłócili się na tyle poważnie, że nie odzywali się do siebie przez dwa miesiące. - Chyba mam prawo wiedzieć, czemu moi przyjaciele tak na siebie reagują, nie?
- Zapytaj tego idioty - warknął Nott, patrząc bykiem na Zabiniego.
- Odezwał się, palant jeden - syknął w odpowiedzi brunet.
- Pokłócili się dzisiaj o Alex - oznajmiła Pansy, siadając obok Dracona, który zmarszczył brwi na jej słowa. - Theo od dawna chciał się z nią umówić, a Blaise o tym wiedział. Wczoraj wieczorem całował się z nią pod Wspólnym z odpowiedziała na jego nieme pytanie.
- Stary, tak się nie robi - stwierdził, patrząc na przyjaciela.
- Czyli to wszystko moja wina? - wykrzyknął zdziwiony.
- Blaise, takich rzeczy nie robi się przyjaciołom.
- To była jego wina. Moży gdyby zaprosił ją gdzieś wcześniej, nie byłoby problemu.
- A jak byś się czuł, gdybym tak nagle zaczął się całować z Pansy? Albo z Weasley? - warknął zirytowany Theodor.
- Coś ty powiedział?
- Słyszałeś.
-Jesteś na to za miękki - stwierdził. Nott podniósł się ze swojego miejsca i podszedł do stołu Gryfonów, aby usiąść obok Ginny, która spojrzała na niego zdziwiona. Blaise obserwował jak jego przyjaciel mówi coś do Gryfonki, a ta marszczy brwi i po chwili uśmiecha się. Poczuł jak coś ściska go w żołądku i zacisnął dłonie w pięści. Theodor nachylił się nad dziewczyną i wsunął kosmyk jej włosów za ucho. Ginny zarumieniła się, a Nott pocałował ją w usta, dotykając dłońmi jej twarzy. Zabini wstał wściekły od stołu i odciągnął przyjaciela od dziewczyny. Kiedy tylko ten stanął przed nim z ironicznym uśmiechem na twarzy, uderzył go w twarz pięścią. Z nosa Theodora popłynęła krew, a on sam odwzajemnił cios. Draco, zupełnie jak nauczyciele, wstał pośpiesznie od stołu, chcąc odciągnąć od siebie bijących się przyjaciół. Jednak zamiast tego któryś z nich uderzył go w twarz. Chłopak usiadł na ławce i przyłożył ręke do krwawiącego nosa.
- Nott, Zabini obaj szlaban - krzyknęła McGonagall, odsuwając od siebie chłopców od siebie. Pansy odchyliła Malfoyowi głowę w tył i przycisnęła do jego nosa wyczarowany woreczek z lodem. Draco uśmiechnął się do niej lekko. Theodor usiadł obok niego i posłał przepraszające spojrzenie, podobnie jak Blaise, który przysiadł po drugiej stronie przyjaciela. Obaj wyglądali okropnie. Parkinson pokręciła głową z pokitowaniem o rzuciła na obu zaklęcie lecznicze. Doskonale wiedziała, że Draco nienawidzi takich zaklęć.
- Panie Malfoy, za pół godziny proszę przyjść do mojego gabinetu - poprosiła McGonagall, na co blondyn skinął głową. Chłopak wstał od stołu, a Pansy przytuliła się do niego.
- Będe tesknić, Draco - stwierdziła.
- Daj spokój. Zobaczymy się jeszcze - odsunął się od niej i pocałował w policzek. Uścisnął ręke z Blaisem i Theodorem, poczym wyszedł z Wielkiej Sali. Spakował resztę swoich ubrań do kufra i zniósł go do Pokoju Wspólnego Prefektów, gdzie szamotała się Hermiona, szukając czegoś.
- Nie widziałeś mojego podręcznika do eliksirów? - zapytała, uśmiechając się do niego zakłopotana. Draco zaśmiał się i pokręcił głową.
- Przykro mi, ale mogę dać ci mój - zaproponował.
- A ty?
- Mi się już nie przyda - stwierdził i podał dziewczynie książke.
- Ratujesz mi życie.
- Do usług, księżniczko.
- Będę za tobą tęsknić - oznajmiła i przytuliła się do niego. Objął ją w talii i mocno uścisnął.
- Nawet nie wiesz, jak ja będę tęsknił.
- Będziesz pisał, no nie?
- Pewnie, że tak - zapewnił i odsunął się lekko od dziewczyny, aby spojrzeć na jej twarz. - Mogę cie ostatni raz pocałować?
- Draco, proszę - westchnęła zrezygnowana. Nie chciała, żeby znowu mieszał jej w głowie. Nie teraz, kiedy wszystko miała już ułożone. - Nie możesz mnie całować, kiedy tylko Ci się zachce.
- Przepraszam - szepnął i nachylił się nad dziewczyną. Złożył na jej ustach delikatny pocałunek i wyszedł, zostawiając zaskoczoną Gryfonkę samą.
|ฯฯ¤ฯฯ|
Dobry wieczór! Prezentuję Wam kolejny rozdział, mam nadzieje, że Wam się podoba. Kolejny 12.
Pozdrawiam,
Alex_x.